Blog
Portrety kobiecości – Kamila Nowowiejska
Portrety kobiecości to cykl wyjątkowych sesji zdjęciowych, które opowiadają o kobietach będących ważną częścią wieloletniej historii mojej pracowni. To opowieść o klientkach, które stały się przyjaciółkami, o jubileuszu przyjaźni oraz miłości do stylu i wysokiej jakości, które wraz z kobiecością oraz elegancją
wpisane są w kreacje tworzone w moim atelier.
Kamila Nowowiejska
Od ponad 20 lat towarzyszy ludziom w procesie zmiany, która nie kończy się na sylwetce, ale sięga znacznie głębiej. W swojej pracy łączy ruch, świadomość ciała i uważność na emocje, ponieważ wierzy, że ciało zawsze opowiada historię tego, co przeżywamy w środku. Nie pracuje schematami. Najpierw słucha, poznaje potrzeby, tempo i możliwości drugiego człowieka, a dopiero później wspólnie z nim tworzy rozwiązania „szyte na miarę”. Daje przestrzeń do odkrywania własnej siły, sprawczości i odpowiedzialności za siebie. Wierzy, że trwała transformacja zaczyna się wtedy, gdy człowiek czuje się zauważony, zrozumiany i bezpieczny. Jej misją jest wspieranie ludzi w budowaniu relacji z samym sobą – opartej na szacunku, łagodności i odwadze do bycia autentycznym.

Czym są dla mnie ubrania i moda? Czy to się zmieniało?
Ubrania są dla mnie formą komunikacji ze światem, zanim jeszcze cokolwiek powiem. To język niewerbalny, który zdradza mój nastrój, etap życia, a czasem nawet poziom energii danego dnia. Moda nigdy nie była dla mnie ślepym podążaniem za trendami, raczej sposobem wyrażania siebie w zgodzie z tym, kim jestem i czym aktualnie żyję. Z natury lubię klasykę, dlatego w mojej szafie znajdą się pojedyncze elementy zgodne z trendami, ale trzon stanowi styl sportowy. Dresy, bluzy, legginsy, t-shirty i wygodne buty dominują, ponieważ przez lata taniec, ruch i praca z ciałem były moją codziennością. Potrzebowałam ubrań, które nadążą za moją dynamiką, nie będą mnie ograniczać i pozwolą mi czuć się swobodnie. Właśnie w takiej estetyce najczęściej czuję się „sobą” – autentyczna, naturalna, bez napięcia.
Jednocześnie czasem tęsknię za momentami, w których mogę się wystroić. Delikatny obcas, dopasowana marynarka, sukienka odsłaniająca plecy – to nie jest dla mnie przebranie, ale inny wymiar tej samej kobiety. Dlatego świadomie szukam okazji, by założyć coś bardziej eleganckiego. Lubię wyglądać dobrze i nieoczywiście, bo estetyka, która ma w sobie element zaskoczenia, daje mi poczucie świeżości i odwagi. Moda powinna być wygodna, kolorowa, z charakterem. Jeśli nie ma w niej „tego czegoś”, staje się tylko materiałem na ciele, a nie przedłużeniem osobowości.
Czy ubranie jako „druga skóra” ma znaczenie?
Ubranie ma dla mnie ogromne znaczenie, ponieważ realnie wpływa na to, jak czuję się w swoim ciele. Jeśli coś mnie uciska, krępuje ruchy albo wymusza nienaturalną postawę, automatycznie tracę swobodę. A gdy ciało jest napięte, psychika również przestaje być lekka. Dlatego wybieram rzeczy wygodne i funkcjonalne, które wspierają mój styl życia, a nie go utrudniają. Jednocześnie potrzebuję w nich odrobiny charakteru. Lubię, kiedy strój ma „pazur”, subtelny detal, który przyciąga uwagę i podkreśla moją energię. Kolor odgrywa tu szczególną rolę. Kiedyś dominowały w mojej szafie barwy ziemi, co odzwierciedlało potrzebę stabilizacji, bezpieczeństwa i zakorzenienia. Z czasem zaczęłam sięgać po pastele. Stało się to naturalnie, bez planu, jakby wewnętrzna zmiana sama domagała się innej palety. Wierzę, że gdy zmieniamy się od środka, zmienia się także nasza aura, a za nią – wybory estetyczne. Kolor nie jest przypadkiem. Często podświadomie wybieramy to, co współgra z naszym aktualnym stanem emocjonalnym i poziomem otwartości na świat. Ubranie jako „druga skóra” jest więc czymś więcej niż stylizacją – jest odzwierciedleniem wewnętrznego procesu.

Czym jest dla mnie kobiecość i bycie dobrą dla siebie?
Kobiecości wciąż się uczę, ponieważ traktuję ją jako proces, a nie gotową definicję. Kiedyś utożsamiałam siebie głównie z wygodą i funkcjonalnością. Styl sportowy był naturalnym wyborem, bo skupiałam się na działaniu, efektywności i zadaniowości. Z czasem zaczęłam dostrzegać, że kobiecość nie wyklucza komfortu, lecz może go dopełniać. Dziś nawet w sportowych ubraniach pojawia się więcej subtelności i zalotności. Odsłonięte ramię, gołe plecy, delikatnie podkreślona talia – to detale, które nie zmieniają mnie w kogoś innego, ale pozwalają wyrazić miękkość obok siły. Zrozumiałam, że kobiecość nie zaczyna się w sukience, tylko w postawie wobec siebie. Jeśli jestem dla siebie dobra, jeśli słucham swojego ciała i swoich potrzeb, wówczas naturalnie pojawia się lekkość, a wraz z nią pewna kokieteryjność i swoboda. Ubranie jest więc tylko odbiciem stanu wewnętrznego. To, jak stoję, jak się poruszam i jaką mam energię, nadaje mu sens. Bez tej wewnętrznej zgody nawet najpiękniejsza kreacja pozostanie jedynie tkaniną.
Czy szycie na miarę ma coś wspólnego z Twoją profesją?
Zdecydowanie tak, ponieważ moja praca opiera się na indywidualnym podejściu. Gdy pracuję z człowiekiem, nie mogę zaproponować gotowego schematu, tak jak nie można uszyć jednej marynarki dla wszystkich. Najpierw potrzebuję poznać jego historię, potrzeby, cele oraz ograniczenia. Dopiero z tej uważności rodzi się realne wsparcie. Proces zmiany wymaga dopasowania. Jeśli rozwiązanie nie uwzględnia osobowości i aktualnych zasobów danej osoby, pozostaje teorią. Dlatego nie narzucam gotowych recept. Tworzę przestrzeń, w której druga osoba może sama odkryć, co jest dla niej najlepsze. W efekcie to ona współtworzy swoje „rozwiązanie szyte na miarę”, a ja jedynie towarzyszę jej w procesie.
Tak jak dobrze skrojone ubranie podkreśla atuty i daje swobodę ruchu, tak dobrze poprowadzony proces rozwojowy wzmacnia sprawczość i poczucie wpływu.
I właśnie w tym widzę najgłębsze połączenie między moją pracą a ideą szycia na miarę.
zdjęcia Edyta Bartkiewicz
make up Liplab
włosy Sylwia Puciato Master Look
